2011-07-06 10:34:05 >> z życia wzięte Zima. Alpy. Stok. Facet rusza z góry, odbija się kijkami i jedzie na bombę. Nagle podskakuje na muldzie, obraca go, leci, koziołkuje, w tumanie śniegu wali w drzewo... Kijki w jedną, narty w drugą, gość rozwaliny, zęby wybite, krew z nosa, nogi poskręcane w dziwny sposób. Otwiera nieprzytomne oczy, wciąga górskie powietrze i mówi: - I chuj, i tak lepiej niż w pracy! Prawie jak u mnie. Tylko, że nie narty a gra w tenisa. Kolano sobie załatwiłam. Miesiąc nie przechodziło, wiec poszłam do lekarza. Diagnoza - zerwane więzadło krzyżowe przednie (ACL). Rezonans magnetyczny + operacja. L-4 na 3 tygodnie, wyleniuchowałam się, a teraz wróciłam na jakiś czas i potem znikam z pracy na okres 6-9 miesięcy. Na jednej diagnozie nie ma co polegać, więc muszę tu w Stolicy poszukać jekiegoś dobrego, ale naprawdę dobrego ortopedy, co by diagnozę potwiedził. Mam przesrane na całej linii. Jakoś nie mogę sie tych lekarzy i szpitali pozbyć. Jak nie serce, to nerki no i teraz te pieprzone kolano. Dobrze, że przynajmniej Brzdącowi i Kociakowi zdrowie dopisuje. Teraz tylko urlop - 2 słodkie tygodnie w Meksyku i potem niech się dzieje co chce. skomentuj (1) 2011-02-08 12:28:53 >> 03.02.2011r. g.14.22 14.25.... telefon od Mamy: "Dorotka... nie masz już Dziadka..." W październiku u Dziadka wykryto białaczkę limfatyczną. Z powodu wieku lekarze stwierdzili, że nie nadaje się do leczenia. Mieliśmy tylko co kilka miesięcy robić badania krwi. Tak poza tym, to Dziadek czuł się naprawdę super. Pod koniec grudnia Dziadek zaczął narzekać na ból pleców - lekarz stwierdził zapalenie "korzonków". W środę po północy Dziadka zabrało pogotowie, zrobili badania i m.in. prześwietlenie płuc... rak zrobił przerzuty na płuca... Przed 13-tą Dziadek zjadł jeszcze po parę łyżeczek szpitalnego obiadu... a o 14.25 otrzymałam telefon od Mamy... Myslałam, że jeszcze zdążę... I choc mam taką prace, że mogę sobie pozwolić na to, aby "urwać" się wcześniej z roboty, to akurat w czwartek miałam takie zobowiązania, że za żadne skraby nie mogłam. Miałam wziąć urlop na piątek i pojechać do Dziadka... Nie zdążyłam.... I mimo wszystko, że miał już 101 lat, to i tak nie łatwo jest Nam pogodzić się z Jego śmiercią. Tak cholernie mi Go brakuje, że nie mam słów. Jego zabawnych powiedzonek, Jego uśmiechu i serdeczności... I to taki dziwny zbieg okoliczności... Zmarł 3 dnia, a chowany był 7. Babcia natomiast zmarła 26 lat temu, ale też 3 i chowana była 7. Nawet pogrzeb mieli o tej samej godzinie... Teraz zostaję z Mamą do końca tygodnia, a potem zabieram Ją do siebie. skomentuj (0) 2010-11-25 08:32:13 >> Był sobie czas.... Czas jest wężem, który kąsa tych co nie umieją go użyć, i który pieści tych, co wiedzą, jak nim manipulować. (Aleksander Dumas - ojciec) skomentuj (0) 2010-02-22 21:05:48 >> rozmowy kontrolowane Rozmawiam z Kociakiem przez telefon: - Kociak, ale mi febra wyskoczyłaaaaaaa - co takiego? febra? - no zimno, czy jakoś tam - a gdzie Ci to coś wyskoczyło, maleńka? - no jak to gdzie? na wardze.... - ale której? - noooo górnej..... - e tam. Ciesz się, że nie na prawej. Zabić czy pozwolić żyć dalej? :-))) skomentuj (2) 2010-01-25 19:37:36 >> bo mnie rozbawił ;-)
Córka skarży się matce:
- Mamo, ja się chyba rozwiodę, ja już tak dłużej nie mogę, ja tego nie wytrzymam! - nic tylko seks, seks i seks. Kiedy wychodziłam za mąż miałam dziurkę jak dwadzieścia groszy teraz mam jak pięć złotych. Mama na to: - Córeczko ty się dobrze zastanów. Dom masz? Masz. Samochody przed domem stoją? Stoją. Wczasy w najlepszych kurortach, ciuchy od najlepszych projektantów, zabezpieczenie finansowe dla ciebie i dzieci. I co? Będziesz się kłóciła o te cztery osiemdziesiąt?! skomentuj (5) |